Zdrowie

Badanie, które uratowało mi życie

Luty 13, 2019

Ten wpis to jeden z najważniejszych artykułów, jakie znajdziecie na tym blogu. Jest to też najtrudniejszy tekst, jaki przyszło mi napisać. Najchętniej to w ogóle przemilczałabym temat, aby zepchnąć go w odchłań przeszłości. Chciałabym, aby wspomnienia o tej historii zaczęły się zacierać i całość z czasem przybrała niewyraźne kontury, dzięki którym nie ma się pewności, czy to na pewno się rzeczywiście wydarzyło, czy był to tylko zły sen. Wiem jednak, że pisząc bloga o zdrowym stylu życia, bloga, na którym wiele razy pisałam Wam o profilaktyce, nie mogę nie wspomnieć tutaj o moich doświadczeniach, bo wierzę, że takie wpisy mogą przynieść coś pozytywnego – motywację do badań. Opisywane zdarzenia były dla mnie szczególnie trudnymi doświadczeniami, bo przypadały na okres mojej ciąży, która w założeniu powinna być wyłącznie czasem radosnego oczekiwania. Przeczytajcie proszę moją historię.

Badania kontrolne w ciąży

Jestem osobą, która jest wręcz przeczulona na punkcie własnego zdrowia, więc regularne wykonywanie badań to dla mnie coś naturalnego. Cytologię wykonywałam raz do roku w gabinecie, w którym materiał do badania pobierany jest szczoteczką. Do pobierania cytologii powinna być wykorzystywana szczoteczka, a nie patyczek, bo patyczek może nie zebrać niezbędnego do badania materiału i po prostu dać fałszywy wynik.

Rozpoczynając starania o dziecko moja cytologia była jeszcze aktualna – nie minął rok od zrobienia poprzedniej cytologii, która, tak jak zawsze, była ok. Starania nie trwały długo i kiedy na teście zobaczyłam dwie kreski, to po dwóch tygodniach udałam się na pierwszą wizytę potwierdzającą ciążę. Moja ginekolog zleciła mi wszystkie niezbędne w ciąży badania. Rozmawiałyśmy też o konieczności wykonania cytologii, bo w ciąży można wykonywać cytologię, a nawet trzeba i jeśli lekarz nie przypomni Wam o tym, to warto samemu się o to upomnieć. Moja lekarka stwierdziła, że jeśli wynik ostatniej cytologii był ok, to pobierze mi cytologię na następnej wizycie, aby na początku ciąży nie przysparzać mi niepotrzebnego stresu, gdyby po pobraniu cytologii szczoteczką wystąpiło lekkie krwawienie (tak może się czasem zdarzyć). A wiadomo, że każde krwawienie na początku ciąży wywołuje wzmożony niepokój u kobiety, więc nie miałam nic przeciwko. Ważne było to, aby na początku ciąży tę cytologie wykonać, a czy będzie to na pierwszej czy na drugiej wizycie – nie miało to większego znaczenia.

Cytologia w ciąży – mój wynik

Lekarka pobrała mi więc cytologię na drugiej wizycie, był to drugi miesiąc mojej ciąży. Po dwóch tygodniach otrzymałam telefon, aby zgłosić się po odbiór wyniku. Przeczuwałam, że może nie być to dobra wiadomość, bo zwykle w przypadku cytologii prawidłowej, nie dzwoni się do pacjentki. Pojechałam po odbiór wyniku, ale kiedy go zobaczyłam, to nie końca wiedziałam, co on oznacza. Było na nim napisane: atypowe komórki nabłonka wielowarstwowego płaskiego, nie można wykluczyć zmiany śródnabłonkowej wysokiego stopnia (ASC-H), wskazana kolposkopia z pobraniem wycinków do badania histopatologicznego. Od razu skonsultowałam cytologię z lekarką prowadzącą ciążę. Moja ginekolog uspokajała mnie mówiąc, że choć to sytuacja wymagająca dalszej diagnostyki, to prawdopodobnie to nic groźnego i żebym spokojnie umówiła się na kolposkopię do dobrej specjalistyki. Jak się później okazało, kolposkopię wykonywała mi najlepsza lekarka, na jaką mogłam trafić – lekarka nie tylko z ogromną wiedzą i doświadczeniem, ale i czymś równie istotnym – lekarską intuicją, która w moim przypadku okazała się kluczowa.

Kolposkopia w ciąży

Robienie kolposkopii w ciąży jest bezpieczne, tak samo jak wykonywanie cytologii w tym okresie. Po dwóch dniach od poznania wyniku cytologii byłam już w gabinecie doktor P., najlepszej specjalistki od kolposkopii. Czułam, że jestem w dobrych rękach, bo wizyta przebiegła miło i profesjonalnie. W tym czasie cały czas wspierała mnie też moja ginekolog. Kolposkopia nie wyszła źle, dostałam diagnozę, że można ewentualnie pobrać wycinki, ale z racji tego, że jestem w ciąży, to lepszy będzie test CINtec plus, którego pobranie wygląda podobnie do pobrania cytologii. Jest to test, który pozwala na wykrycie zmian rakowych na poziomie komórkowym na bardzo wczesnym stadium ich rozwoju. Innymi słowy – test ten pokazuje, czy w pobranym materiale znajdują się komórki z zaburzonym cyklem komórkowym. Jeśli CINtec plus pokazałby te zmienione komórki, to oznaczałoby to, że powinnam mieć pobrane wycinki do badania histopatologicznego. Jeśli zaś CINtec plus nie wykryłby zmian, to mogłabym poczekać z dalszą diagnostyką na czas po ciąży.

Czekanie na dobry wynik

Bardzo chciałam, aby ten test wyszedł dobrze. Liczyłam na to, że jeśli ostatnia cytologia była dobra, to ta robiona w ciąży nie może pokazać dużych zmian. Bardzo chciałam, aby ten stresujący czas się skończył, chciałam cieszyć się moją zdrowo rozwijającą się ciążą. Na wynik tego testu czekałam równy miesiąc, co było dla mnie niezwykle obciążające psychicznie. Ale niestety moja droga do zdrowia miała być bardziej wyboista, niż bym się spodziewała. Test nie wyszedł dobrze – na wyniku zobaczyłam opis: pojedyncze komórki dodatnie. Te trzy słowa wystarczyły, abym poczuła, że nad moim życiem zbierają się ciemne chmury.

Czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie

Po miesiącu czekania na wyniki CINtec plus dowiedziałam się zatem, że mam jakieś zmiany na szyjce macicy, ale nadal nie wiedziałam, jakie to są zmiany. Konieczne było pobranie wycinków do badania. Chciałam na tę wizytę umówić się od razu, żeby wiedzieć, co dokładnie mi jest. Wycinki musiały być pobrane w gabinecie w szpitalu, gdzie pracuje doktor P., więc zadzwoniłam do lekarki od razu z prośbą o umówienie wizyty. I tutaj spotkało mnie kolejne rozczarowanie – na tę wizytę miałam czekać kolejny miesiąc. Miesiąc czekania na pobranie wycinków do badania, a przecież wiedziałam, że na wyniki też będę musiała czekać. Ta świadomość, że nie wiem dokładnie, co mi jest, była ogromnie stresująca.

Wyniki

W końcu doczekałam się wizyty i pobrania wycinków i na szczęście samo pobranie nie było tak straszne, jak myślałam. Wycinki z szyjki macicy można pobierać w ciąży i nie powoduje to zagrożenia dla dziecka. Taką informację przekazała mi lekarka, a ja jej zaufałam. Po pobraniu wycinków musiałam ponownie bardzo długo czekać na wynik. Czekałam aż trzy tygodnie, które wydawały się wiecznością. W końcu pojechałam odebrać wynik i kiedy go zobaczyłam, to trudno mi było w niego uwierzyć. Okazało się, że mam zmiany dużego stopnia (CIN3), czyli zmiany przednowotworowe, które dzieli już tylko krok od raka inwazyjego szyjki macicy. Szok i niedowierzanie, bo rozmawiając z moją ginekolog byłam raczej przygotowana na brak jakichkolwiek zmian – taki wynik cytologii mógł być związany np. z długotrwałym stanem zapalnym. Sądziłam, że może będę miała zmiany/dysplazję małego (CIN1) lub średniego stopnia (CIN2).

Szczęśliwie CIN3 to zmiany, które można stosunkowo łatwo wyleczyć, ale ja nie byłam łatwą pacjentką, bo przecież spodziewałam się dziecka i moja szyjka macicy miała w tym czasie spełniać najważniejsze zadanie w swoim życiu. A, że akurat w tym momencie idealnie byłoby ją leczyć, to już inna historia.

Jak się dowiedziałam od doktor P. – taki wynik wycinków po cytologii, która wcale nie jest najgorsza (podejrzenie zmian ASC-H), zdarza się niezwykle rzadko – u około 3% pacjentek. Wykonana przez lekarkę kolposkopia też nie wskazywała na taki wynik wycinków. Dlatego wcześniej wspomniałam o ogromnej intuicji doktor P., która przyznała, że w zasadzie to mogła nie pobierać mi wycinków, ale mimo wszystko to zrobiła. Gdybym trafiła na innego lekarza, który nie miałby tej lekarskiej intuicji i zleciłby np. jedynie kontrolną kolposkopię za kilka miesięcy, to moja historia mogłaby przybrać zupełnie inny obrót.

Leczenie czy czekanie na leczenie

Tak jak wspomniałam wyżej – leczenie zmian CIN3 jest stosunkowo proste – wykonuje się konizację szyjki macicy wycinając niebezpieczne komórki. Jednak ja nie mogłam od razu poddać się leczeniu z uwagi na ciążę. Rekomendacje polskie i światowe dotyczące leczenia zmian szyjki macicy w ciąży są takie, że wszystkie zmiany, które nie są rakiem inwazyjnym, są w ciąży jedynie skrupulatnie obserwowane. Pod koniec maja, w piękny upalny dzień,  odbierając pierwsze wyniki wycinków, dowiedziałam się zatem, że czeka mnie kolejne wyczekiwanie. Czekałam nie tylko na moją córkę, ale i na kolejne pobranie wycinków. Tzn. czekało mnie jeszcze jedno pobranie wycinków pod koniec ciąży – w 32 tygodniu. Jeśli to drugie pobranie nie wykazałoby postępu choroby, to mogłabym mieć wykonany bez przeszkód zabieg po porodzie.

Doktor P. uspokajała mnie, że na jej drodze pojawiały się już takie przypadki jak mój i nigdy u pacjentek w ciąży nie nastąpiło pogorszenie wyniku wycinków. Ale doświadczenie lekarza to jedno, a indywidualne odczucia i poczucie niewiadomej, to drugie. Tym bardziej, że doktor P. to konkretna lekarka, która mówiła, że rak szyjki macicy to choroba, która rozwija się latami, ale nigdy nie można na sto procent niczego przewidzieć, bo każdy organizm jest inny. Trudno opisać, co się czuje słysząc takie słowa. W takim czasie negatywne emocje często biorą górę i trzeba wykazać się maksymalną siłą wewnętrzną. Musiałam wykazać się spokojem i znaleźć w sobie gigantyczne pokłady cierpliwości. W 32 tygodniu ponownie miałam pobierane wycinki, a wyniki na szczęście były niemal identyczne jak poprzednio. To przyniosło mi ulgę, bo mój stan się nie zmienił, a leczenie było coraz bliżej.

Moja historia miała jeszcze kilka stresujących momentów, ale nie chcę tu o nich pisać. Najważniejsze jest to, że pod koniec sierpnia urodziłam wspaniałą córeczkę. Ale jeśli myślicie, że zaraz po porodzie mogłam być poddana zabiegowi usuwającymi zmiany na szyjce macicy, to się mylicie. Według zaleceń konieczne jest odczekanie kilku tygodni, aż szyjka macicy zregeneruje się po porodzie. Zabieg konizacji szyjki macicy miałam wykonany po niecałych dwóch miesiącach po porodzie. Cały pobrany materiał oczywiście został przekazany do badania i znów musiałam czekać na wynik. Na szczęście te zbadanie po konizacji wycinki pokazały również „jedynie” dysplazję dużego stopnia. Konizacja ogólnie rzecz ujmując to zabieg, w którym nie byłoby nic strasznego, gdyby nie fakt, że musiałam na niemal cały dzień rozstać się z dwumiesięczną córką.

Najpiękniejsze zdanie

Moja historia ma szczęśliwe zakończenie. Po trzech miesiącach od zabiegu, w styczniu tego roku, ponownie wykonałam cytologię i po tygodniu zobaczyłam najpiękniejsze zdanie, jakie można zobaczyć na wyniku: Obraz cytologiczny w granicach normy (nie stwierdza się śródnabłonkowej neoplazji ani raka).

Podsumowanie

Na blogu z całą pewnością będę jeszcze nie raz poruszać tematykę związaną z profilaktyką raka szyjki macicy. Planuję całą serię wpisów na ten temat. Chcę napisać m.in. o tym, czym różni się cytologia płynna od cytologii klasycznej, o tym, jak wygląda kolposkopia i pobranie wycinków, o samym zabiegu konizacji i o szczepieniu przeciwko HPV, które planuję wykonać.

Nie byłam w stanie pisać o tych doświadczeniach w momencie, kiedy te wszystkie wydarzenia działy się w moim życiu. W zasadzie to nawet teraz, opisując tę historię, czuję duży dyskomfort. Moja ciąża rozwijała się świetnie, a ja wyglądałam i czułam się bardzo dobrze, mimo, że mój stan był poważny. To tylko świadczy to tym, jak bardzo niebezpieczna jest ta choroba. Jedynie cytologia może wykryć, że coś w naszym organizmie dzieje się nie tak, jak powinno. Cytologia uratowała mi życie i jestem dowodem na to, że warto wykonywać regularnie to badanie.